O autorze
Rafał Stanowski - dziennikarz zajmujący się szeroko rozumianą kulturą, publicysta i krytyk filmowy z Krakowa. Współzałożyciel Fundacji Świadoma Przestrzeń, współtwórca Małopolskiego Studia Komiksu. Label Manager w firmie modowej DRESSAP. Communication Manager w Forum Designu. Współtwórca Europejskiego Festiwalu Gier Digital Dragons. Uczestnik festiwalu Sztuk Wizualnych ArtBoom. Założyciel i administrator grupy "Kocham kino" na Facebooku. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Interesuje się kulturą w szerokim znaczeniu - od filmu, muzyki i malarstwa, przez street art i komiks,
po gry wideo, dizajn i modę.

Lud chce chleba, a nie igrzysk

Wszyscy emocjonują się faktem, że Kraków powiedział "nie" olimpiadzie. Ale tu nie chodzi tylko o Kraków. Cały świat zaczyna wyrzucać ideę barona de Coubertine'a do śmieci.

W niedzielę w referendum krakowianie powiedzieli "nie" olimpiadzie 2022 roku. Dołączyli do Monachium i Davos/St. Moritz, które również zrezygnowały pod presją opinii publicznej. Z rywalizacji wycofał się Sztokholm - jego władze obliczyły, że ta inwestycja się nie opłaci. Do grupy może dołączyć Oslo, gdzie też jest duża niechęć dla olimpiady.

Niedawno przez internet przetoczył się materiał Reutersa, który pokazał, jak wyglądają dziś obiekty olimpijskie w Pekinie, który organizował igrzyska w 2008. Przypominają wymarłą Zonę z książki "Piknik na skraju drogi" braci Strugackich. Częściowo zniszczone, zaniedbane, opuszczone. Nie ma pomysłu na ich wykorzystanie. Stały się ulegającym erozji pomnikiem, przypominającym o przemijającej chwale.

Na naszych oczach umiera idea barona Perre'a de Coubertina, twórcy pomysłu nowożytnych igrzysk. Górnolotna idea światowych zmagań sportowych stała się maszyną nie tyle do zarabiania, co wydawania pieniędzy - najczęściej ku chwale wydających, czyli sfery rządzącej. Olimpiada w Soczi miała pierwotnie kosztować 12 mld dolarów, a skończyło się na 50 mld. Glorię tej inwestycji spił przede wszystkim Władimir Putin, który przekonywał w ten sposób swoich obywateli, a zarazem wyborców, że Rosja jest wielką światową potęgą.

W ciekawym artykule w Business Insider prof. Victor Matheson przekonuje, że rozbuchana impreza nie przynosi wcale zysków, a tylko zwiększa zadłużenie. Czy to oznacza, że olimpiada chyli się ku upadkowi? Że podzieli los np. lotów kosmicznych, które wybuchowo rozwijały się w latach 60. i 70. XX wieku, a następnie spadły z listy niezbędnych wydatków z uwagi na astronomiczne koszty? Gigantomania, sięganie nieba, astronomiczne inwestycje - to już przeszłość zachodnich społeczeństw, które wolą skupić się na racjonalnych wydatkach, choćby - tak jak powiedział Kraków - na budowie nowych ścieżek rowerowych.

Kiedyś lud chciał chleba i igrzysk. Teraz przeliczył, że igrzyska odbierają mu chleb.
Trwa ładowanie komentarzy...